Karol Zielinski : Z dziennika pewnego człowieka.

Pracownik, czy partner?

Im dłużej w tym całym biznesowym świecie siedzę, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że przy firmie na wczesnym etapie rozwoju, nazywanie swoich współpracowników pracownikami, mija się ze stanem faktycznym.

Gdy dopiero zaczynam biznes, każdy kto mi w tym procesie pomaga, powinien być zwany partnerem, a najlepiej faktycznie tym wspólnikiem powinien zostać.

Esop, vesting, opcje na akcje, czy udziały

Jak zwał tak zwał. Bez różnicy w jakiej formie to robimy, ważne żebyśmy to zrobili. No dobra… vesting to może nie do końca to. Ale ESOP już jak najbardziej.

Raz, by współpracownik poczuł, że to też jego.

Dwa, by partycypował w sukcesie firmy.

To też sposób na zaoszczędzenie trochę pieniędzy na wczesnym etapie (nie płacę gotówki, daję udziały) oraz zatrzymanie współpracownika na dłużej. Ale akurat NIE TO jest w tym wszystkim najważniejsze.

Rozmawiałem dziś z prawnikiem na temat ESOPu w jednej ze spółek. I doszło do mnie parę istotnych kwestii.

Kiedy myśleć o programie akcji pracowniczych?

Od razu po założeniu spółki. Albo chwilę po. Nie ma co zwlekać. Biznesu samemu się nie robi. A ten, kto decyduje się na dołączenie do niego na tak wczesnym etapie – kiedy ryzyko jest tak duże – powinien zostać w nim wspólnikiem.

W takiej, czy innej formie.

Poprzez ESOP, czy po prostu przejęcie, czy wykup jakiejś części udziałów.

Ile przeznaczyć na współpracowników?

Nie ma na to jasnej odpowiedzi. Skłaniam się ku przeznaczaniu 10% udziałów na współpracowników (przy ESOPie). A w jakiej formie, wysokości, ile komu – to już sprawa indywidualna.

Moim zdaniem? 5% na pierwszych kilku kluczowych współpracowników i pozostałe 5% dla kolejnych np. 10.

Czas, czy cel?

Zdecydowanie cel. Choć zdarzało mi się korzystać z planów retencyjnych, sam bardzo nie lubię ich stosować w spółkach na wczesnym etapie rozwoju.

Nie widzę tu bowiem powodu czemu kogoś „wynagradzać” udziałami za to, że jest ze mną X czasu. Liczy się efekt, osiągniecie celu, KPIe – to z nich powinniśmy się rozliczać. I za ich osiągniecie powinniśmy dziękować udziałami.

A prawo sobie…

Pewnie, że nie jest to łatwe. Pewnie, że wymaga to kombinowania, by zrobić to dobrze w polskich realiach prawnych. I pewnie, że przy spółce akcyjnej dużo łatwiej to zrobić, a w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością dużo trudniej.

Ale co z tego, że trudno? To nie jest powód, by się zniechęcić. Warto. A jak warto, to trzeba.


Zobacz wszystkie artykuły »

Subskrybuj: