Karol Zielinski : Z dziennika pewnego człowieka.

To może być nasza jedyna szansa, by to zmienić

Przy kilku sposobnościach miałem ostatnio okazję odpowiadać na pytanie, czy uważam, że obecna sytuacja epidemiologiczna spowoduje, że jako ludzie zmienimy sposób w jaki pracujemy. Czy na przykład — jako pracownicy — uznamy, że praca zdalna jest dobrodziejstwem, z którego należy korzystać częściej niż dotychczas.

Szczerze jednak, bardziej zaprząta mi głowę odpowiedź na inne pytanie.

Obecna sytuacja koronawirusowa może się bowiem okazać katalizatorem znacznie głębszych zmian w naszym społeczeństwie i nas samych. I na pytanie czy tak się właśnie stanie znacznie chętniej postarałbym się poszukać odpowiedzi.

W tym miejscu warto zrobić podział na dwa obszary:

I w obu tych obszarach zadajmy sobie to samo pytanie: czy powinniśmy postarać się dokonać tu jakichś zmian? Bowiem to, co się właśnie teraz dzieje, może okazać się jedyną w naszym życiu szansą na tego typu zmiany.


Zmiany w nas samych

To nie jest łatwy okres. Nie ma co twierdzić, że jest inaczej. Izolacja, dystans, wymuszona praca zdalna. Dzieje się wiele. I wiele tego, co uznawaliśmy za normę i codzienność, nagle stała się dobrem luksusowym, na który nie możemy sobie pozwolić.

Może jednak warto spojrzeć na to inaczej?

Z jednej strony jako szansę na zrobienie czegoś nowego, spróbowanie czegoś i nauczenia się czegoś nowego.

Z drugiej zaś strony jako szansę na uspokojenie się, wyciszenie i refleksję. Może się bowiem okazać, że takie odcięcie od świata zewnętrznego może nam samym pomóc. Zmienić się na lepsze, przemyśleć pewne rzeczy, podjąć lepsze długoterminowe decyzje, ale też przede wszystkim — psychicznie się wyciszyć. Bez codziennego pościgu za coraz to nowszym, szybszym, lepszym, droższym, bardziej lśniącym, wzbudzającym większą zazdrość u sąsiadów — bardziej lub mniej nam potrzebnym — dobrem.

Może to jest dobry moment, by po prostu usiąść, zamknąć oczy i zapomnieć o całym świecie. Tak po prostu się wyciszyć i obudzić z nową perspektywą.

Zmiany w społeczeństwie

Możemy wiele dyskutować o tym, czy obecna sytuacja spowoduje, że będziemy bardziej ostrożni, czy będziemy się witali inaczej, czy będziemy podchodzili z większym dystansem do siebie nawzajem, czy będziemy się częściej myli, czy będziemy w większym stopniu dyskryminować Azjatów, Włochów, czy Hiszpanów.

To są jednak dywagacje.

O czym warto jednak dyskutować, a czego bardzo brakuje mi w debacie publicznej, to czy nie powinniśmy obecnej sytuacji wykorzystać do wymuszenia konkretnych zmian, na których nam jako społeczeństwu, czy ludzkości powinno zależeć.

Czy obecne ograniczenia i zmiana sposobu pracy nie powinna wpłynąć na zmianę sposobu podróżowania? W końcu od pewnego czasu mówi się już o tym, że jako ludzkość poszliśmy za daleko z całymi tymi podróżami i turystyką. Że może, z uwagi na środowisko, powinno się ograniczyć ilość lotów jakie wykonujemy. Czy to nie jest dobry moment na dyskusję na ten temat?

Podobnie, może to jest dobry moment na dyskusję na temat trendu social sharingu? Czy to powinien być model, w kierunku którym powinniśmy dalej podążać na całym świecie?

A może warto porozmawiać o próbach ograniczenia konsumpcjonizmu na całym świecie i trendzie zero waste? Może to jest dobry moment na dyskusję na temat tego, czy nie warto próbować zmienić nastawienia ludzi do coraz większych zakupów, do coraz większej produkcji, do coraz większego zbieractwa, do coraz większej liczby rzeczy wyrzucanych, których powoli nie ma gdzie składować?

Może warto porozmawiać o tym jak traktujemy zwierzęta, co z nimi robimy, do czego wykorzystujemy i czy nie jest zasadne zmienić nasz stosunek do nich?

Może warto porozmawiać o trendzie uzależnienia swoich dostaw, produkcji, czy konkretnej gałęzi przemysłu od jednego konkretnego dostawcy, surowca, czy kraju?

Nie oszukujmy się. Najprawdopodobniej nigdy więcej w naszym życiu nie będziemy mieli możliwości dokonania tak dużych zmian w skali globalnej jak teraz. Prawdopodobnie nigdy już nasze pokolenie nie będzie miało możliwości wpłynięcia na zmianę naszych — ludzkości — zachowań i przyzwyczajeń jak teraz.

View this post on Instagram

The new coronavirus, which has traversed the globe to infect more than 1 million people, began like so many pandemics and outbreaks before: inside an animal. But the problem is not the animals, according to scientists who study the zoonotic diseases that pass between animals and humans. It’s us. Wild animals have always had viruses coursing through their bodies. But a global wildlife trade worth billions of dollars, agricultural intensification, deforestation and urbanization are bringing people closer to animals, giving their viruses more of what they need to infect us: opportunity. As the world scrambles to cope with an unprecedented public health and economic crisis, many disease researchers say the coronavirus pandemic must be taken as a deadly warning. That means thinking of animals as partners whose health and habitats should be protected to stave off the next global outbreak. Some 70 percent of emerging infectious diseases in humans are of zoonotic origin, scientists say, and nearly 1.7 million undiscovered viruses may exist in wildlife. Many researchers are searching for the ones that could cause the next animal-to-human spillover. The likeliest hot spots have three things in common: lots of people, diverse plants and animals, and rapid environmental changes. Read more by clicking the link in our bio.

A post shared by The Washington Post (@washingtonpost) on



Subskrybuj:

%d bloggers like this: