Po polsku

Creative outlet

Jedną z lepszych rzeczy jakie człowiek sam dla siebie może zrobić jest… Creative outlet.

Nie znałem wcześniej tego określenia, a szkoda bo jest świetne. Ja to po prostu nazywałem odskocznią.

I bynajmniej nie mówię tu o nic nie znaczącej odskoczni typu sport i podróże, jakie większość ludzi wstawia sobie w CV. Mówię o faktycznej odskoczni, czy jak to przyjdzie mi teraz nazywać – faktycznym creative outlecie. Takim, który w dzień powszedni pozwala nam się oderwać od tego czym – w szczególności w pracy – żyjemy.

Dla jednych jest to malowanie, dla innych śpiewanie, dla jeszcze innych tańczenie. Dla kolejnych boks, dla jeszcze kolejnych nauczanie innych, dla jeszcze kolejnych gotowanie.

Dla mnie są to rzeczy z serii „nie mów do mnie”. Pisanie, czytanie, tworzenie czegoś, wymyślanie. To mi pozwala odciąć się od zawodowej codzienności.

Konie też pomagają. Ale do tego dopiero przyjdzie mi wrócić w przyszłości.


A tak mi się jeszcze przypomniały dwa moje stare artykuły. O ten i ten.

One comment

  1. […] traktowałem to jako higienę umysłu – creative outlet powiedziałbym dzisiaj. To, że wieczorem siadałem do innego projektu, pozwalało mi się odciąć […]

  Comments are closed.

%d bloggers like this: