Biznes po godzinach i praca full-time. Jak to pogodzić?

Stosunkowo krótko w swoim życiu miewałem okresy, w których skupiałem się na jednym i tylko jednym projekcie. Biznes po godzinach można powiedzieć, że towarzyszył mi przez większość mojej zawodowej kariery.

Nawet w pierwszych okresach budowania PayLane’a, tych najbardziej przecież intensywnych, miałem też swoje inne projekty. Większe, czy mniejsze, ale zawsze coś tam było.

Bo i przecież miewałem takie projekty jak bmdoc, czy bmorgz. Był tspot, czy develway. Był w pewnym momencie „biznes” consultingowy. W końcu, ciężko projektem nie nazwać pisania książki, czy choćby tego bloga właśnie. Ciężko projektem nie nazwać nagrywania na YouTube’a, czy prowadzenie wywiadów do podcastu.

Nie ma przecież wielkiego znaczenia jaka jest forma projektu. Biznes po godzinach może przybierać różne formy. Może to być faktycznie firma po godzinach, startup po godzinach. Może to być po prostu projekt taki, czy inny, bardziej lub mniej związany z full-time’owym zajęciem.

Biznes po godzinach = firma po godzinach

Niekoniecznie. Biznes po godzinach nie musi równać się firmie po godzinach. Lepsze w moim przekonaniu byłoby mówienie o biznesie po godzinach, jako o projekcie po godzinach. Nie każdy projekt musi zakończyć się zbudowaniem firmy. Tym samym nie każdy biznes musi skończyć się zbudowaniem firmy.

Równie dobrze „biznes” można budować w oparciu o umowę zlecenie, czy dzieło. Ale o tym innym razem. Dziś o tym jak na ten projekt/biznes po godzinach znaleźć w ogóle czas.

Każdy z nas ma 24 godziny

Jednym z najczęściej pojawiających się nic nieznaczących frazesów na ten temat jest ten pod tytułem „chciałbym, ale nie mam czasu”.

Bullshit. Bullshit i tyle.

Skoro człowiek, który zajmuje się rewolucjonizowaniem światowej branży motoryzacyjnej, ma też czas na budowanie firmy zajmującej się lotami w kosmos, nie wspominając o budowaniu firmy kopiącej tunele pod amerykańskimi miastami i kolejnych kilku firmach realizujących nie mniej ambitne cele, to i inni też mogą znaleźć czas na własne projekty. Ten człowiek ma do dyspozycji tyle samo czasu, co każdy z nas. Równe 24 godziny. To od nas samych zależy co z tymi danymi nam godzinami zrobimy i jak je wykorzystamy.

Tak naprawdę biznes po godzinach wymaga jednej podstawowej rzeczy. Ok, może dwóch. No dobra, trzech.

  • Odpowiedniej organizacji czasu/pracy
  • Odpowiednich narzędzi
  • Pomocy innych

Po pierwsze: organizacja czasu pracy

Testowałem w swoim życiu wiele różnych metod organizacji własnego czasu. Wstawanie o chorych godzinach, by w tym czasie, przed pójściem do pracy skupić się na własnych rzeczach. W moim przypadku nie zadziałało. Testowałem dedykowanie konkretnych dni dla konkretnego rodzaju działań (np. poniedziałki dedykowane działaniom operacyjnym, wtorki marketingowi, środy sprzedaży itp). Nie sprawdziło się. Testowałem dedykowanie całych tygodni konkretnym typom zadań. No way. Pomodoro? Też nie. No meetings? Absolutnie nie.

To, co się faktycznie w moim przypadku sprawdziło to pewna metoda, którą obmyśliłem stosunkowo niedawno. A dokładniej: podział każdego dnia na konkretne rodzaje bloków.

Zainspirowany artykułem Paula Grahama pt. Maker’s Schedule, Manager’s Schedule (bardzo polecam), zacząłem drążyć temat trochę mocniej. I ciężko byłoby mi się nie zgodzić ze wszystkim, o czym Paul w swoim artykule pisze. Style pracy bardzo różnią się i różnić muszą w zależności od rodzaju wykonywanej pracy. I dlatego osobom piastującym różne rodzaje stanowisk w firmie tak ciężko jest się porozumieć w temacie choćby firmowych spotkań.

W moim przypadku problem jest jednak jeszcze trochę bardziej skomplikowany. Prowadząc firmę, jednocześnie robiąc biznes po godzinach, muszę łączyć style pracy managera i maker’a (nazwijmy go twórcą, ok? lepiej to brzmi po polsku).

W jednym momencie muszę być managerem, w drugim – twórcą. Bo jednak budując coś swojego, bardziej tworzysz niż zarządzasz. A zarządzając w już istniejącej firmie, no cóż, po prostu zarządzasz.

Stąd pomysł, który w moim przypadku sprawdza się całkiem nieźle. Podzielenie dnia na konkretne bloki tematyczne. Coś co ja nazywam osobnymi trybami.

Wyglądają one następująco:

  • 6-7 rano – 8 rano. Tryb prywatny
  • 8-10. Tryb organizacyjny
  • 10-14. Tryb managera
  • 14-18. Tryb twórcy
  • 18-21. Tryb prywatny
  • 21-23. Tryb ucznia
  • 23-6-7 rano. Tryb odpoczynku

Opowiedzmy o nich trochę bardziej szczegółowo.

6/7 rano – 8 rano. Tryb prywatny

Budzę się przed 7 rano. Przynajmniej staram się tak budzić. Nie jestem porannym skowronkiem, nie jest to więc dla mnie łatwe.

Czasem jest to 6:00, czasem 6:30, czasem 6:50.

Nie przejmuję się tym jednak. Jeśli wstanę wcześnie – dostaję nagrodę (dodatkowy czas w ciągu dnia), jeśli z jakiegokolwiek powodu nie wstanę przed 7 – trudno, biczować sam siebie nie zamierzam, kary sobie wymierzać nie będę.

Najważniejsze jest to, że między godziną 6, a 7 rano mam czas dla siebie. Na cokolwiek tylko mam ochotę. Mogę w tym czasie pomedytować, mogę poćwiczyć, mogę poczytać, mogę coś potworzyć. Mój czas, mój wybór.

7-8 rano to zaś czas na przygotowywanie się do szkoły/pracy, wspólne śniadanie, ubieranie się i takie tam. Całą rodziną.

8-10. Tryb organizacyjny

Tu zaczyna się prawdziwa praca.

W tym czasie przeglądam listę rzeczy do zrobienia na ten dzień, układam sobie kalendarz, ogarniam komunikatory, komentarze, social medie. I przede wszystkim: maile. Jeśli nie odpowiem na maila do 10, całkiem prawdopodobne, że odpowiem na niego najwcześniej następnego dnia.

10-14. Tryb managera

To w tym czasie odbywają się przeważnie spotkania, calle, videokonferencje, telekonferencje, czy jakkolwiek to inaczej nazwać. To w tych godzinach staram się organizować spotkania wewnętrzne, jak i zewnętrzne.

To jest generalnie czas spotkań, podejmowania decyzji, delegowania zadań i wszelkich innych zadań związanych z szerokopojętym managementem (w sensie ludzkim managementem).

14-18. Tryb twórcy

Nie jestem typem managera, który skupia się na spotkaniach i mówieniu innym co mają robić. I tylko na tym. Wręcz przeciwnie. Lubię czasem pobrudzić sobie ręce i samemu też coś zrobić.

I nieważne co. Czasem może to być stworzenie czegoś, napisanie czegoś, zaprogramowanie czegoś, zrealizowanie takiego, czy innego projektu. W tych godzinach powstają rzeczy, które tworzę (cokolwiek by to nie było i w jakiej formie by nie było).

Głównie w tych godzinach skupiam się też na tej jednej najważniejszej rzeczy, którą mam się zająć tego dnia.

18-21. Tryb prywatny

Drugi tryb prywatny danego dnia. Nie ma bowiem nic gorszego niż całkowite zatracenie się w pracy i zapomnienie o całym świecie dookoła.

W tych godzinach skupiam się na rodzinie, na przyjaciołach i znajomych. W tym czasie idę na siłownię, trampoliny z dzieckiem, organizuję kolejny wyjazd na drugi koniec świata, czy też robię cokolwiek innego, co określić można mianem prywatnego.

21-23. Tryb ucznia

Bardzo ważny tryb, którego brakowało mi przez bardzo długi czas. Tak naprawdę wróciłem do niego dopiero, gdy wróciłem do czytania książek.

Tryb ucznia to nic innego, jak czas w ciągu dnia, poświęcony uczeniu się, czytaniu, przyswajaniu wiedzy. Głównie w postaci książek. Artykuły i newsy czytam raczej z rana. Tutaj, wieczorem – Kindle idzie w ruch. Albo papier. Zależy od konkretnej pozycji książkowej.

Btw. czytanie też w końcu pomaga w zaśnięciu.

23-6/7 rano. Tryb odpoczynku

Nie wierzę w ludzi, którzy śpią po 4-5 godzin dziennie i następnego dnia egzystują normalnie. Albo inaczej: różnorakie badania pokazują, że spanie takie nie jest zdrowe i zdecydowana większość ludzi na świecie powinna spać dłużej. Ja jestem wśród tych osób właśnie. 7-8 godzin dziennie to mój limit, który muszę wyrobić, by następnego dnia móc działać na pełnych obrotach.

Biznes po godzinach - ile snu potrzeba dorosłemu?

Nie ma co się oszukiwać, niedobór snu jest jedną z gorszych rzeczy jakie można zrobić sobie, swojemu organizmowi i projektom, które się realizuje.

Czy każdy dzień tak właśnie powinien wyglądać?

Niekoniecznie. W moim przypadku bynajmniej tak to nie wygląda. I znów: nie ma co się przejmować jeśli tak właśnie nie wygląda. Czasem nie ma się wpływu na to, jak spędzamy czas. Czasem to uwarunkowania/kalendarze innych wpływają na nasz własny kalendarz.

Ważne, by umieć dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości. Czasem dzień może wyglądać tak, jak chcemy, a czasem nie.

Wyjątki: weekendy, święta, wyjazdy, delegacje itp

No właśnie. Ja jeżdżę dość dużo. Poza jeżdżeniem zaś są weekendy, święta, urlopy. Są też dni, w których z różnych względów muszę dostosować się do warunków ode mnie niezależnych. Wtedy po prostu o moich trybach zapominam i staram się skupić na tym, co dla mnie tego dnia najważniejsze.

A co jeśli nie udaje się utrzymać rygoru tych trybów?

Nic. Najważniejsze jest nagradzać się za sukcesy, nie karać za porażki. Czasem lepiej będzie jednak odpisać na maila będąc w trybie managerskim, czy odpuścić sobie tryb ucznia, by dokończyć to, co się zaczęło w trybie twórcy.

Byle by to były wyjątki od reguły, a nie wyjątki, które z czasem staną się regułami.

No i kiedy ten biznes po godzinach?

I tu dochodzimy do najważniejszego. Biznes po godzinach niekoniecznie oznacza, że jest on faktycznie po godzinach pracy. Równie dobrze może on być przed naszą full-time’ową pracą lub też występować naprzemiennie z nią (czego raczej nie polecam).

W moim przypadku jest to czasem przed pracą, czasem w trybie twórcy, czasem w weekendy zanim rodzina wstanie i rozpocznie dzień, czasem w podróży (np. u mnie świetnie się sprawdza czas w pociągu). Gdy człowiekowi naprawdę zależy, to czas znajdzie na pewno.

Przydaje się też odpowiednie nastawienie. Ja moje projekty po godzinach traktuję jako swoistą odskocznię od problemów pracy full-time’owej, managerskiej. To zaś pozwala mi tę pracę wykonywać lepiej.

Po drugie: odpowiednie narzędzia

Samo ułożenie sobie planu lub ram czasowych, w których działamy nie wystarcza. Biznes po godzinach + praca na full-time oznacza ogromną ilość obowiązków, problemów i specyficznych rzeczy, o których musimy pamiętać i z którymi trzeba się borykać. A z każdym dniem wszystko to się tylko nawarstwia.

I tu wchodzą narzędzia, które pomagają cały ten chaos utrzymać w jakichś ryzach.

W moim przypadku jest to pięć podstawowych narzędzi, które wspomagają mnie w organizacji czasu/pracy. Są to:

  • Nozbe
  • Trello
  • Spark
  • Kalendarz
  • Papierowy notatnik

Nozbe

Świetna aplikacja, autorstwa polskiej firmy, wspierająca zarządzanie czasem i produktywnością w oparciu o metodologię Getting Things Done.

Wcześniej w Nozbim miałem wszystko, teraz trochę się to zmieniło, gdyż ilość zadań zaczęła mi w którymś momencie ciążyć. Dalej jednak w kontekście zadań powtarzalnych (np. opłacić rachunek za prąd pierwszego danego miesiąca); maili, które wymagają większej uwagi, a którymi nie chce się zajmować w tym momencie oraz zapisywania pomysłów/zadań/projektów, by nie zaprzątały mi głowy (uwielbiam GTD za to!), Nozbe sprawdza się świetnie.

Trello

Narzędzie, którego używam stosunkowo niedługo. Przez dłuższy czas nie mogłem się bowiem do niego przekonać. Z jednej strony uwielbiam Kanbana i pracę w oparciu o tablicę kanbanową, z drugiej strony – Nozbe spełniał swoje zadania i łączenie go z Trello wydawało mi się trochę przerostem formy nad treścią.

To się zmieniło jakiś czas temu i łączenie Nozbe z Trello zaczęło działać bardzo dobrze.

W dużym skrócie Trello spełnia u mnie dwie role:

  1. Trzymam w nim backloga rzeczy do zrobienia (Nozbe jest krok wcześniej – to, co jest w Nozbim jeszcze wymaga weryfikacji pod kątem tego, czy zamierzam się tym zająć, czy też nie) + na tablicy kanbanowej w Trello trzymam siedem moich głównych zadań do zrobienia w danym tygodniu (jedna najważniejsza rzecz dziennie – pisałem o tym tutaj)
  2. Praca z innymi osobami, które mnie wspierają we wszystkim, co wrzucam pod szyld biznes po godzinach (tutaj zlecam zadania do realizacji, śledzę postęp prac, wymieniam się komentarzami itp)

Spark

Gdy odpala się Sparka wita on każdego napisem:

Love your email again

Spark Team

I tutaj twórcom Sparka przyznaję absolutną, 100% rację. Od kiedy zacząłem korzystać ze Sparka, moja niechęć do maili znacznie zmalała. Ba! Nawet nie to, że zmalała. Zniknęła całkowicie.

Funkcje typu Snooze, schedule, dzielenie maili na te ważniejsze i te mniej ważne – coś wspaniałego.

Czapki z głów.

Kalendarz

Po prostu elektroniczny kalendarz.

Korzystam z dwóch. Jednego zwykłego z exchange’owego konta mailowego i drugiego równie zwykłego z google calendar. Pierwszy z nich dzielę ze współpracownikami, drugi z rodziną. Oba synchronizują mi się ze wszystkimi urządzeniami.

Dzięki temu nie zapominam o tych wydarzeniach, które charakteryzują się konkretną datą i godziną.

Papierowy notatnik

Uwielbiam papierowe notatniki. W szczególności takie pewnej firmy na M. I praktykuję zapisywanie różnych notatek w papierowym notatniku od kilku lat.

A od jakiegoś czasu znacznie intensywniej. Od jakiegoś czasu w ogóle robię notatki ze spotkań papierowo w notatniku. Jakoś tak uważniejszy jestem na spotkaniu, gdy nie mam pod ręką urządzenia z niebieskim ekranem.

Po trzecie: pomoc innych

Last, but not least. Albo inaczej: last, but definitely not least.

Już jakiś dłuższy czas temu oduczyłem się robienia projektów samodzielnie. Samodzielnie mogę coś zacząć, mogę wymyślić, mogę zbudować prototyp. Ale w którymś momencie następuje ten moment, gdy trzeba się wesprzeć innymi osobami, które sprawią, że to coś co się robi, ma większą szansę powodzenia.

Mogą to być wspólnicy/partnerzy biznesowi. Choć oczywiście nie muszą. Mogą to być pracownicy, czy zleceniobiorcy. Ludzie, którym się płaci, jak i tacy, którzy obejmą część udziałów, by na zyski poczekać. Tak czy inaczej biznes po godzinach bez pomocy innych osób nie ma dużych szans powodzenia. Zresztą nie tylko biznes po godzinach. Biznes – po prostu.

Osobami, które mi na dzień dzisiejszy bardzo pomagają są:

  • wspólnicy w poszczególnych projektach, które robię (różne osoby w różnych projektach)
  • dwie copywriterki, które tworzą dla mnie teksty newsowe dla Future Business Institute
  • wirtualna asystentka, która zdejmuje ze mnie prostsze, acz czasochłonne rzeczy operacyjne i/lub bardziej lub mniej codzienne

Od czasu do czasu wspieram się też graficzką, która pomaga mi np. z logotypami.

Bardzo mocno też rozważam nawiązanie współpracy z kolejnymi osobami, choćby project managerem (w szczególności do Future Business Institute), czy business developerem (do PayTo.app). Któregoś dnia zdecyduję się też na pewno na większą lub mniejszą współpracę z programistą. A kto wie czy nie pójdzie to jeszcze dalej.

Wszyscy ci ludzie nie są ze mną na full. Ba! Każda jedna z tych osób poświęca na współpracę ze mną stosunkowo mało czasu w ciągu tygodnia, gdyż mają też inne swoje zobowiązania. Ale dzięki temu, że ściągają ze mnie wiele rzeczy, które musiałbym realizować sam, jestem w stanie poświęcać się robieniu takich, czy innych biznesów po godzinach.

Chcesz dostawać więcej interesujących treści?

Dołącz do ponad tysiąca osób zainteresowanych tematyką przywództwa, budowania biznesu, transformacji cyfrowej i zarządzania zmianą.

5 comments

  1. […] Chcesz wiedzieć jak zarządzać czasem, by mieć czas na biznes po godzinach? […]

  2. […] Chcesz wiedzieć jak zarządzać czasem, by pogodzić biznes po godzinach i pracę na full-time? […]

  3. […] Chcesz wiedzieć jak zarządzać czasem, by pogodzić biznes po godzinach i pracę na full-time? […]

  4. […] Chcesz wiedzieć jak zarządzać czasem, by pogodzić biznes po godzinach i pracę na full-time? […]

  5. […] to czas. I wytrąca mnie z tego, na czym się obecnie skupiam, nad czym w tym momencie pracuję. Dlatego też np. w moim przypadku włączam swój telefon w tryb nie przeszkadzać po godzinie 14, c… Wiele osób zajmujących się biznesem online ma swoje sposoby/metody na dbanie o produktywność. […]

  Comments are closed.

%d bloggers like this: