Miesiąc: Grudzień 2019

All articles

Najgorszy typ maila, z jakim przychodzi się człowiekowi zmierzyć? Ten, który nic nie wnosi. Jest, ale jakby go nie było. Niby są w nim słowa, ale jednak jakby był bez treści.

Z tego typu mailami spotykam się najczęściej w trzech przypadkach. Określmy je w skrócie tak:

  • Korpo-gatka
  • Bez-decyzyjność
  • Prawnik-ustawa

Wszystkie trzy charakteryzują się tym samym: są niczym innym jak marnowaniem czasu osoby nadającej, jak i adresata.

Korpo-gatka, czyli coś powiem, ale nie do końca coś powiem, bo może jednak nie powinienem. A może kogoś urażę. A może ktoś źle to zrozumie. A może ktoś przekaże to dalej. A może powiem coś, co ktoś odbierze jako niezgodne z korporacyjnymi wartościami. W skrócie: napisze coś, bo taki mam obowiązek, ale na wszelki wypadek napiszę to tak, by nic z tego specjalnego nie wynikało, a przede wszystkim – uchowaj Boże! – by miało to wywołać jakieś dalsze akcje, czy działania.

Bez-decyzyjność, czyli piękna cecha, niemal na stałe przyklejona do twarzy wielu z nas. A przynajmniej w wielu sytuacjach, bo niekoniecznie musi charakteryzować daną osobę zawsze i wszędzie. Cecha, która objawia się tym, że na maila o treści „przestańmy się kłócić; mamy opcję X i Y, trzeba wybrać tą, która jest najbardziej opłacalna”, dostajemy odpowiedź w rodzaju „ja się wcale nie kłócę”. I kropka, nic więcej.

No i opcja nr trzy: prawnik-ustawa. Czyli prawnik, często młody, czasem radca, czasem jeszcze nie. Człowiek, który na maila o treści „potrzebujemy w naszym regulaminie zamieścić zapisy dotyczące ochrony danych osobowych. Co uważasz, że powinniśmy zmienić i na co?”, otwiera Google, wpisuje tam „RODO”, wchodzi na pierwszą z brzegu stronę z domeną gov.pl, wyszukuje jakiś pierwszy z brzegu paragraf ustawy, robi ctr+c, po czym ctr-v w mailu. Następnie powtarza dwie ostatnie czynności kilkukrotnie, klika „Wyślij” i sam sobie przybija piątkę z okazji dobrze wykonanej roboty.

Panie i Panowie, gorąca prośba ode mnie. Czytajcie co piszecie w mailach. I jeśli nic konkretnego z Waszego maila nie wynika, nie klikajcie „Wyślij”. Lepiej dla Was i Waszych odbiorców będzie jeśli wybierzecie ikonkę ze śmietniczkiem.

Jedną z lepszych rzeczy jakie człowiek sam dla siebie może zrobić jest… Creative outlet.

Nie znałem wcześniej tego określenia, a szkoda bo jest świetne. Ja to po prostu nazywałem odskocznią.

I bynajmniej nie mówię tu o nic nie znaczącej odskoczni typu sport i podróże, jakie większość ludzi wstawia sobie w CV. Mówię o faktycznej odskoczni, czy jak to przyjdzie mi teraz nazywać – faktycznym creative outlecie. Takim, który w dzień powszedni pozwala nam się oderwać od tego czym – w szczególności w pracy – żyjemy.

Dla jednych jest to malowanie, dla innych śpiewanie, dla jeszcze innych tańczenie. Dla kolejnych boks, dla jeszcze kolejnych nauczanie innych, dla jeszcze kolejnych gotowanie.

Dla mnie są to rzeczy z serii „nie mów do mnie”. Pisanie, czytanie, tworzenie czegoś, wymyślanie. To mi pozwala odciąć się od zawodowej codzienności.

Konie też pomagają. Ale do tego dopiero przyjdzie mi wrócić w przyszłości.


A tak mi się jeszcze przypomniały dwa moje stare artykuły. O ten i ten.

Gdy ktoś kiedyś pyta mnie wprost „w co zainwestować pieniądze”, staram się odpowiadać zawsze to samo.

W edukację. W siebie i swoją edukację. W naukę i dokształcanie.

I nie ma specjalnej różnicy czy mówimy o czymś formalnym, czy nieformalnym. Czy mówimy o kursach, studiach, MBA, szkoleniach, warsztatach, książkach, audiobookach, elearningu, czy czymkolwiek innym. Liczy się wiedza. Ona i przede wszystkim ona.

Jeśli nie wiesz w co zainwestować pieniądze, to zainwestuj w wiedzę. Taką, która pozwoli ci w przyszłości podjąć tę decyzję samodzielnie.