Po polsku

1918, 2018, 2118. A w biznesie wciąż przecież chodzi o to samo

Słyszeliście o historii pewnej dwudziesto-paro-latki skądś tam, która postanowiła odezwać się do jednego z hoteli w Dublinie, by zaproponować im barter?

Jeśli tak, to możecie pominąć ten akapit. Jeśli nie, to tu macie link, a dodatkowo w wielkim skrócie: w-pewnych-kręgach-znana-dwudziesto-paro-latka z kilkudziesięcioma tysiącami subskrybentów na YT i kolejnymi kilkudziesięcioma tysiącami followersów na Insta odezwała się swego czasu do jednego z hoteli w Dublinie i zaproponowała im umowę barterową. Ona miałaby mieć pokój za darmo od nich, oni mieliby mieć od niej promocję, czyli że wspomni ich nazwę przy kilku okazjach lub pokaże kawałek hotelu przy okazji nagrywania filmu na YT i/lub Insta. Niby prosta sprawa. Influencer chcąc uzyskać jakieś dobro, dar losu, czy jak zwał tak zwał – wykorzystuje swoją bazę fanów jako kartę przetargową. Właściciel hotelu się nie zgodził, influencerka nie dostała czego chciała. Takich historii zapewne dziennie są setki. I pewnie na tym by się sprawa skończyła, gdyby nie to, że się jednak na tym nie skończyła. A to dlatego, że obie strony postanowiły podzielić się tą historią w sieci.

Właściciel hotelu postanowił podzielić się swoim odmownym mailem w social mediach (bez podawania danych owej influencerki). Owa influencerka postanowiła na ten fakt odpowiedzieć na swoich kanałach (jednocześnie przyznając, że to o nią chodzi). Później zrobiła się pyskówka, media to podchwyciły i wiadomo… drama na cały jeden dzień.

Takich historii są tysiące. Czemu więc o tej akurat wspominam? Z dwóch powodów:

  1. Dość często spotykam się z tym, że ludzie nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak działa barter oraz nie do końca rozumieją, o co w ogóle w biznesie chodzi
  2. Reakcja właściciela hotelu powinna dać do myślenia

Barter, biznes, trochę podstaw

Zacznijmy od definicji:

  • Barter w ogromnym uproszczeniu to po prostu wymiana usług. Ja Tobie daję coś, Ty mi w zamian coś. Ja Tobie świadczę usługę X, Ty mi świadczysz usługę Y.
  • Biznes zaś to takie coś, co bez pieniędzy nidyrydy.

No i teraz co tu zrobić? Odpowiedź jest prosta: skupiać się w swoich działaniach na tym, by firma zarabiała jak najwięcej. A nad barterami zawsze się dobrze zastanowić i nie iść na układ, który się nie kalkuluje.

Biznes to biznes. O to samo w nim chodziło 100 lat temu, o to samo w nim chodzi dzisiaj. O to samo w nim będzie chodziło za lat 100. O pieniądze.

Sam jednak czasem z barterów korzystam, bo w niektórych przypadkach taka forma współpracy jest naprawdę najlepsza. W niektórych, tzn.

  • gdy wartość świadczonych sobie wzajemnie usług jest do siebie zbliżona
  • gdy nie przeszkadza to w zarabianiu faktycznych pieniędzy
  • gdy możemy sobie pozwolić na taką inwestycję

No i teraz jadąc po kolei…

Wartość świadczonych sobie wzajemnie usług jest chyba jasną sprawą. Jeśli ja Tobie oferuje coś wartego 100.000 zł, a Ty mi chcesz dać w zamian coś wartego 1.000 zł, to do porozumienia nie dojdziemy.

Przeszkadzanie w zarabianiu faktycznych pieniędzy może mieć miejsce częściej niż nam się wydaje. Załóżmy, że prowadzę hotel X. Idąc z Tobą na barter i dając Ci pokój bez opłaty z Twojej strony, ograniczam sobie możliwość zarobienia pieniędzy na tym pokoju. Gdy pojawi mi się potencjalny gość na ten pokój, będę musiał odprawić go z kwitkiem. Może to mieć miejsce w szczególności w sezonie, czy w okresach z większym obłożeniem.

No i inwestycja. Bo tak, barter to zawsze inwestycja. Usługa, którą my dostarczamy w ramach barteru wiąże się dla nas z kosztami. Musieliśmy za nią zapłacić wcześniej (mamy więc amortyzację) lub musimy za nią zapłacić teraz (żeby usługę dostarczyć). Jeśli mamy hotel i oddajemy bezkosztowo pokój, to musimy w związku z tym ponieść inwestycję w postaci kosztów związanych ze sprzątaniem, praniem, mediami itp.

I w tym momencie dochodzimy do clou całej tej akcji z influencerką. Właściciel hotelu pięknie wylistował koszty jakie wiążą się z zaoferowaniem jej tego pokoju bezkosztowo (inwestycja). I stwierdził, że nie stać go na poniesienie tej inwestycji lub inwestycji tej nie uznaje za zasadną. Jako, że pewnie na pieniądzach nie śpi, to uznał, że lepiej jest mieć możliwość zarobienia pieniędzy na tym pokoju (przeszkadzanie w zarabianiu faktycznych pieniędzy). A nawet jeśli pokój miałby stać pusty, to i tak bardziej mu się to opłaci, gdyż przynajmniej ograniczy koszty z tym pokojem związane (nie będzie musiał płacić za jego sprzątanie, media itp). No i na koniec najwidoczniej uznał, że wartość usługi, jaką może otrzymać od influencerki jest niższa niż wartość usługi, którą on miałby świadczyć jej (wartość świadczonych sobie wzajemnie usług).

No ale jako, że influencerka na biznesie się specjalnie nie zna, to nie zrozumiała przesłania i brnęła dalej…

Reakcja właściciela hotelu

I tu dochodzimy do czegoś naprawdę ciekawego.

Influencerka wspomniała w swojej wypowiedzi (poprzedzonej groźbami, które pewnie miały służyć zwiększeniu zasięgu), że ludzie po 30-ce nie rozumieją młodych. Że nie rozumieją jak działa dzisiejszy świat, dzisiejsze media, dzisiejszy marketing, sociale i biznes w ogóle. Tymczasem Pan Właściciel pokazał, że nie tylko wie jak to wszystko działa, ale też wyprzedza w znajomości tych wszystkich obecnych trendów ową influencerkę o parę lat świetlnych.

Nie tylko całą komunikację w Internecie poprowadził w sposób wręcz wzorcowy (zyskał wizerunkowo pewnie więcej niż poprzez jakąkolwiek reklamę, w którą zainwestował do tej pory), ale też zakończył wszystko ciosem, który zwala z krzesła. Wystawił jej fakturę na kilka milionów euro. Na tyle bowiem wycenił exposure (jak to się mówi po polsku?) jaki influencerka zyskała dzięki całej tej akcji.

Szach mat.

PS. Tak, tak. Z tą fakturą to żart (chyba). Ale pokazuje jak dobrze ten 30+ latek czuje się jednak w dzisiejszych biznesowo-social-mediowych realiach.

%d bloggers like this: