Po polsku

Szanuj nauczyciela swego (i nie tylko swego)

Mam pewną bliską mi osobę, która lubi powtarzać, że gdyby nie ten nauczyciel matematyki z podstawówki, to dzisiaj byłaby (ta osoba) asem z matmy.

Nie wiem ile jest w tym prawdy.

Wiem natomiast, że coś w tym jest. Miałem w podstawówce bardzo słabego nauczyciela od biologii i jeszcze gorszego nauczyciela od techniki. I cóż mogę powiedzieć? Przez resztę lat swojej edukacji dosłownie tych przedmiotów nienawidziłem. Darzyłem pogardą je i wszystko to, co tylko miało z nimi coś wspólnego. Do dziś chyba zresztą mi zostało.

Z kolei miałem całkiem dobrą nauczycielkę od polskiego, co z czasem – wierzę – zaowocowało moim zamiłowaniem do pisania; oraz całkiem niezłą nauczycielkę od matmy – wymagającą, ale z pasją do tego przedmiotu (co też później u mnie przekształciło się w chęć ponad przeciętnego zgłębiania tego przedmiotu).

Jasne, że geny, tudzież inne wrodzone predyspozycje sprawiają, że dany przedmiot wchodzi nam łatwiej lub trudniej. Ale jednak na to, czy danym przedmiotem się zainteresujemy w mniejszym czy większym stopniu – wpływ mają przede wszystkim nauczyciele.

Ba! To od nauczycieli zależy czy w ogóle w przyszłości będziemy wykazywać większe czy mniejsze chęci rozwijania swoich umiejętności. To od nauczycieli zależy, czy w późniejszym życiu będziemy zainteresowani samorozwojem. To od nauczycieli zależy jak będziemy traktowali edukację. To od nauczycieli zależy jak będziemy współpracować w społeczeństwie. To od nauczycieli zależy w jaki sposób będziemy rozwiązywać problemy. To od nauczycieli często zależy jak będziemy postrzegać siebie samych.

Gdy więc słyszę ludzi, którzy mówią, że nauczyciele powinni żyć skromnie. Że nie powinni zarabiać więcej pieniędzy, że wystarczy im to, co mają; że są ważniejsze wydatki… szlag mnie trafia.

Z takim podejściem, do szkół będą trafiali ludzie pokroju moich nauczycieli biologii, czy techniki. Z takim podejściem, do szkół będą trafiali ludzie jak ten od matematyki, który potrafił zniechęcić do tego przedmiotu na długie lata. Z takim podejściem, do szkół będą trafiali ludzie, którzy albo pasji do nauczania nie mają, albo ludzie, którzy po otrzymaniu kilku pierwszych pensji czym prędzej zaczną szukać sobie nowego zajęcia.

W szkołach ludzie powinni zarabiać tyle pieniędzy, by chciało im się chcieć. Którzy są tam z powołania, nie dlatego, że nikogo lepszego na rynku pracy nie było.

Im lepsi nauczyciele, tym lepsza przyszłość naszych dzieci i w konsekwencji lepsza przyszłość dla całego kraju.

%d bloggers like this: