Po polsku

Praca w pracy, życie po pracy

Wiele osób twierdzi, że bez bardzo nadmiarowej liczby godzin pracy nie da się osiągnąć sukcesu. Że jeśli myślimy o czymś dużym, to musimy się też liczyć ze 100+ godzinnym tygodniem pracy.

Ja osobiście wierzę w work-life balance. I w to, że jest możliwy.

Mało tego, wierzę, iż jest możliwe osiągnięcie sukcesu w biznesie, przy jednoczesnym posiadaniu fajnego życia poza pracą. Przykładów na to mógłbym podać kilka. Najlepszym chyba jednak będą panowie Heinemeier Hansson i Fried z Basecampa.

Ale nie o nich dzisiaj chciałem opowiedzieć, a o pewnej zasadzie, która jest warunkiem koniecznym do tego, by osiągnąć coś dużego, przy jednoczesnym przepracowywaniu normalnej liczby godzin.

A mowa tu o czymś niesłychanie oczywistym, a przez tak wielu pomijanym. To coś to

Pracowanie w pracy

Gdy zajrzycie kiedyś do nas, do PayLane’a, to zauważycie, że przez większość czasu panuje tam cisza. Mimo, że znajdziecie u nas w biurze kije do hokeja, piłki, parę mniej lub bardziej poważnych rekwizytów, to jednak panuje tam cisza, a owe rekwizyty nie są używane bardzo często.

Z jednej strony można pomyśleć: smutasy. Nuda. Gdzie im do tych wszystkich zabawowych i uśmiechniętych ludzi widocznych na zdjęciach w socialach firm z branży technologicznej. Nuda.

Z drugiej strony jest jednak moje spojrzenie. Dzięki temu jak to wygląda, osiągamy wyniki, których osiągnięcie nie powinno być możliwe przy tak małym zespole.

A jest możliwe ponieważ ludzie pracują. Skupiają się na swojej pracy. I pracują. By po skończeniu tego, co mają do zrobienia, po prostu wyjść z biura i zająć się własnym życiem.

Bo jak nie my to kto? Już Wam mówię: CEO

Szczególnie w mniejszych firmach, osoby zarządzające, właściciele, prezesi, dyrektorzy, czy jak zwał tak zwał, to osoby, które pracują najdłużej. Bo albo: 1/ tak się przyjęło, więc siedzą i pracują, albo 2/ muszą nadrobić zaległości (swoje lub innych).

Odnośnie tego, że się przyjęło – to kwestia mentalna, którą wypadałoby przepracować. Bo przecież bycie zmęczonym, przepracowanym, wiecznie niemającym czasu, nie jest jakimś specjalnym powodem do dumy.

Odnośnie zaś tego, że zaległości – no właśnie, to jest ciekawe.

Zaległości w pracy

Zaległości w pracy wynikają z trzech powodów:

  • nieumiejętnego zarządzania czasem
  • nieumiejętnego ustawienia priorytetów
  • zajmowania się w pracy czymś innym niż pracą

Nieumiejętne zarządzanie czasem to wynik złych estymacji. Źle założyliśmy (lub nasi przełożeni założyli) ile czasu potrzeba na zrealizowanie iKsa, czy iGreka i pojawia się problem. Człowiek ma do dyspozycji określoną liczbę godzin. Jeśli nasze założenia odnośnie czasu potrzebnego na zrealizowanie tego, czy tamtego, są błędne (niedoszacowaliśmy tych zadań), to wiadomo czym to się skończy. Bez dobrych estymacji będziemy mieli problem, bez względu na to jak ciężko będziemy pracowali.

Nieumiejętne ustawienie priorytetów to nic innego jak nieumiejętność odłożenia pewnych rzeczy na później i jednocześnie nieumiejętność skupienia się na jednej, tej właśnie najważniejszej teraz rzeczy. Nie wszystko, co wydaje nam się, że musi być zrobione dzisiaj – faktycznie dzisiaj zrealizowane być musi. Czasem warto coś mniej istotnego odłożyć na jutro. Albo na przyszły tydzień. A po kilku takich odłożeniach zadać sobie pytanie: czy to coś warto w ogóle robić? Bo skoro odkładałem to tyle razy, to znaczy, że nie jest to dla mnie bardzo ważne i może szkoda na to mojego czasu.

Zajmowanie się w pracy czymś innym to nic innego jak wszystko to, co robi większość z pracujących osób. Czyli fejsiki, czyli inne sociale, czyli spotkania towarzyskie, czyli piłkarzyki, czyli wszelkie innej maści rzeczy, które z pracą wiele wspólnego nie mają. Z jednej strony – rozluźniacze, rzeczy, które sprawiają, że jest nam w pracy milej i swobodniej. Z drugiej – czas na nie poświęcony tylko zmniejsza ilość czasu poświęcanego na rzeczy ważne, a pracowe. Lub nie zmniejsza czasu poświęcanego na pracę, a zwiększa za to ilość godzin spędzanych w biurze.

Załóżmy, że rozliczamy się godzinowo. W pierwszym scenariuszu mamy więc 8 godzin do spędzenia w ciągu dnia w pracy. Jeśli dwie godziny z tego przeznaczymy na rozpraszacze, to mamy de facto 6 godzin na pracę, nie 8.

A teraz załóżmy, że rozliczamy się zadaniowo. W drugim scenariuszu mamy wyestymowane zadania, które powinny zająć 7 godzin w ciągu dnia. Jeśli dwie godziny przeznaczymy na rozpraszacze, to spędzamy w pracy 9 godzin, zamiast 7.

I w obu tych scenariuszach nie zakładałem oczywiście czasu potrzebnego na rzeczy, których pominąć się nie da. Na czas potrzebny na robienie kawy, czy herbaty. Na lunch. Na inne rzeczy, które wybijają nas z rytmu.

Przecież fajnie jest grać w piłkarzyki i przesiadywać w pokojach relaxu

Jasne. Fajnie. O ile lubisz spędzać więcej czasu w pracy niż powinieneś. Lub jeśli lubisz zawalać terminy.

Jeśli niekoniecznie – lepiej w pracy skupić się na pracy. By żyć po pracy. I mieć czas na to życie.

8 godzin dziennie to naprawdę dużo. Można w tym czasie zrobić więcej niż wielu z nas się wydaje. Ale tylko pod warunkiem, że czas ten spędzimy mądrze.

%d bloggers like this: