Po polsku

Półtora tygodnia

Był późny wieczór. Noc już prawie w zasadzie.

– Odpuśćmy sobie wyjazdy w najbliższym czasie. Mam dosyć, chcę trochę czasu spędzić w domu. – powiedziałem, najwyraźniej mocno już wycieńczony po kilku dniach za kółkiem i z ponad tysiącem kilometrów więcej na liczniku

– Ta. Porozmawiamy za tydzień w czwartek – powiedziała Ona, delikatnie się uśmiechając

(…)

Minął trochę ponad tydzień. Półtora w sumie. Zrobił się czwartek rano.

– No dobra. Mam już dosyć siedzenia tutaj, tych czterech ścian, robienia tego samego. Pojedźmy gdzieś. – wypaliłem, tak ni z tego ni z owego

– Jasne – odpowiedziała Ona, uśmiechając się pod nosem

– Cholera, jest czwartek – zareagowałem niemal momentalnie

Najwidoczniej półtora tygodnia to czas jaki potrzebuje człowiek, by dojść do siebie po wycieńczających podróżach. Lub Ona zna mnie lepiej niż ja sam.


Podróże. Jakiekolwiek. Gdziekolwiek. W jakiejkolwiek formie. Choćby do sąsiedniego miasta. Do rodzinnego miasta. Do sąsiedniego województwa, czy innego kraju. Wszystkie mają w sobie coś wyjątkowego. Pozwalają zapomnieć o codzienności, uczą, oferują nowe doznania. I sprawiają, że człowiek jeszcze chętniej wraca do domu. I jeszcze szczęśliwszy się czuje we własnej skórze.

%d bloggers like this: